Aby do kolejnych świąt... czyli kilka słów o gospodarce

Krótkie podsumowanie wykonania budzetu za 2018 rok i prognoza co do 2019


Za nami pierwszy w tym roku kamień milowy w kalendarzu każdego szanującego się marketingowca, czyli walentynki. Pomimo sporej nagonki medialnej (mój hicior: pizza w kształcie serca xD ), luty w wielu przedsiębiorstwach jest raczej miesiącem przestoju. Przychody są zauważalnie niższe, działy ksiegowo-finansowe mają dawno już za sobą budżetowanie i w przeważającej cześci też zamknięcie roku, handlowcy snują plany nowych projektów, a marketingowcy wdrażają przygotowane plany do kolejnego, milowego kroku w kalendarzu (pizza w kształcie królika wielkanocnego raczej nie przejdzie ;).

To co dzieje się na poziomie mikro, ma też swoje przełożenie na poziom makro. Po skończonym planowaniu i debatach, uchwalona i podpisana została ustawa budżetowa nadwiślańskiego kraju na rok 2019. Wraz z opublikowanymi (na stronie Ministerstwa Finansów), szacunkowymi danymi z wykonania budżetu na rok 2018 można pokusić się o kilka podsumowań oraz wniosków co do kierunków rozwoju gospodarki w ciągu następnych 12 miesięcy:

- Państwo Polskie w 2018 roku zadłużyło się na 10,4 mld PLN (przy dochodach na poziomie 380,1 mld PLN i wydatkach na poziomie 390,5 mld PLN). O ile zakładano czterokrotnie większy wzrost zadłużenia i jego finalną wielkość należy uznać za spory sukces, to w sytuacji nadwyżek budżetowych krajów ościennych, warto się zastanowić, czy wzrost zadłużenia na poziomie 2,6% wydatków jest powodem do chluby. Oczywiście braki zostały pokryte emisją obligacji. Niższą od planowanej, jednak w dalszym ciągu jest to pożyczka. Przy okazji, koszt obsługi długu Skarbu Państwa (czyli upraszczając, odsetki) wynosi już 29,5 mld PLN rocznie!

- W roku 2019 planowany jest deficyt w wysokości 28,5 mld PLN (przychody 387,7 mld PLN, wydatki 416,2 mld PLN), czyli prawie trzykrotnie więcej, niż w 2018. Ciężko się dziwić, szczególnie, iż jest to rok wyborczy, jednak na uwagę zasługuje tutaj oczekiwany kierunek wzrostu przychodów. Niewzruszone mają pozostać przychody z CIT, a oczekiwana nadwyżka ma być rozłożona prawie po równo między przychody z VAT i PIT.

- Wzrost PKB, czyli ulubiona dana statystyczna polityków i GUS, wyniósł szacunkowo w 2018 roku 5,1% (wobec 4,7% rok wcześniej; dane za GUS), czyli całkiem nieźle. Jednakże w roku bieżącym, oczekiwany wzrost PKB ma osiągnąć już tylko 3,8% (dane za MF; agencje ratingowe oraz MFW oczekują podobnej wartości). Co się takiego dzieje? Zrzucić to można na prognozowane spowolnienie gospodarki światowej, objawiające się w Polsce głównie zmniejszeniem produkcji przemysłowej w Niemczech i związanym z tym zmniejszeniem zamówień na produkcję lokalną, ale to tylko uproszczenie. Jeżeli przyjrzymy się głównym składnikom owego wzrostu, okaże się, iż pierwsze skrzypce gra tam konsumpcja wewnętrzna, czyli wydatki codzienne Polek i Polaków. Myślę, że jest 500+ powodów tego stanu rzeczy, jednak nie oczekiwałbym dalszego przyrostu z tego tytułu. Wobec rosnących cen w budownictwie i niepewności inwestycyjnej przedsiębiorstw, może po prostu nie być jak pociągnąć tego wzrostu.

- Stopa bezrobocia na koniec 2018 jest szacowana na 5,8%. Teoretycznie jeszcze mogłaby spaść w okolice 3-4%, jednakże wydaje się, że zasób chętnych na podjęcie zatrudnienia został już wyczerpany (pozostali mają pewnie 500+ powodów, aby tego nie robić). Otwarcie granic RFN dla przybyszów ze wschodu nie powinno mieć w tym wypadku dużego wpływu (może jedynie na dalszy wzrost najniższych wynagrodzeń).

O ile staram się optymistycznie patrzeć w przyszłość, o tyle wnioski z powyższego wywodu mam raczej umiarkowanie radosne. Planowane, stabilne przychody z tytułu CIT, przy uchwalonych już ustawach obniżających niektóre koszty podatkowe, wskazują na oczekiwane zmniejszenie przychodów przedsiębiorstw. Dalszy wzrost przychodów z tytułu VAT, nie będzie raczej pochodził w tym wypadku ze wzrostu konsumpcji wewnętrznej. Istotny (procentowo) wzrost dochodów z tytuły PIT z kolei wskazuje na brak zmian w zakresie progów podatkowych i dalszy, oczekiwany wzrost presji płacowej.

Przedsiębiorcy powinni się zatem spodziewać (oczywiście w zależności od branży) wzrostu kosztów prowadzenia działalności z tytułu wynagrodzeń (który jednak powinien wyhamować do końca roku) przy jednoczesnym utrzymaniu lub nieznacznym pogorszeniu sprzedaży (wygasający efekt popytowy 500+, a w zasadzie jedyny efekt, gdyż urodzeń w 2018 roku było mniej niż zgonów). Dodatkowo rosnące zadłużenie będzie przyczyną rosnącej z roku na rok ilości bankructw, co może wywoływać sektorowe efekty kaskadowe (jak w przypadku branży budowlanej przed Euro 2012). Rok budżetowy 2019 zapowiada się ciężko, ale aby do kolejnych świąt ;)