Nietypowe ryzyko

Przegląd ryzyk prowadzenia działalności od nietypowej strony


Ludzie wchodząc w nowy rok często podejmują swego rodzaju wyzwania: będę chodził na siłownię, zacznę czytać jedną książkę miesięcznie, krótko mówiąc, zrobię ze swoim życiem coś pozytywnego i trudnego zarazem. Przynajmniej takie jest założenie. Jakość realizacji tych postanowień widać najlepiej po ilości sprzedanych karnetów na siłownie w styczniu, kontra pozostała część roku.

Przedsiębiorcy mają podobne postanowienia. Z tą różnicą, iż nie nazywają tego „postanowienia”, a „budżet”. Poprawnie skonstruowany budżet, oprócz radosnych wyliczeń przychodu, kosztu czy też poziomu inwestycji, powinien również uwzględniać ryzyka obecne lub możliwe do zaistnienia w otoczeniu przedsiębiorstwa. Czasy są nietypowe, więc postanowiliśmy zrobić mały przegląd mniej typowych ryzyk lub w mniej typowym ujęciu.

Ryzyko walutowe

Przewijające się w przedsiębiorstwach silnie uzależnionych od eksportu, bądź importu, nie jest niczym niezwykłym. Część z nich zaczęła korzystać nawet z narzędzi takich jak forward czy swap walutowy, celem zabezpieczenia wartości transakcji lub płynności. Warto jednak spojrzeć na problem szerzej. Nawet jeżeli nasi bezpośredni dostawcy lub odbiorcy rozliczają się z nami w lokalnej walucie, to powinniśmy się zastanowić, czy aby oferowane ceny nie będą w ich wypadku zależne od wahań kursowych. Najbardziej jaskrawym przykładem na zobrazowanie tego ryzyka, jest cena benzyny na stacji paliw. Kupujemy ją za złotówki, jej cena jest zależna od wahań ceny surowca, jednakże surowiec jest w zasadzie wyłącznie denominowany w USD. Duże wahania dolara amerykańskiego (a w ostatnim roku bywały różnice o 20 groszy w ciągu kilku tygodni) nawet przy stałej cenie ropy na światowych giełdach, odbijają się na (zazwyczaj) wzroście ceny paliwa.

Ryzyko zaangażowania

Zwane czasami z angielskiego „counterparty risk”. Obserwowane jest wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z handlem terminowym, np. umowa przewidująca dostawy co miesiąc przez następny rok i 30-dniową fakturą po każdej dostawie. Ryzyku zaangażowania będzie podlegała ta część kontraktu, która nie została jeszcze zrealizowana (ale nie dotyczy to wystawionych a nieopłaconych faktur – to jest ryzyko kredytowe). Analiza może przebiegać na dwa sposoby: określenie maksymalnego limitu zaangażowania w odniesieniu do jednego klienta (tak wartościowe, jak i czasowe) lub też udział zaangażowania klienta w całości otwartych pozycji przedsiębiorstwa. Po co ta analiza? W przypadku zerwania realizacji kontraktu terminowego (pomijając tutaj kwestie odszkodowania i czasu jego uzyskania) przedsiębiorstwo zabezpiecza się przed sytuacją utracenia perspektywy przychodu (lub też uzyskania dostaw) w wysokości mogącej zachwiać płynnością lub też poważnie ograniczyć działania operacyjne (np. 40% wszystkich planowanych przychodów).

Ryzyko łańcucha dostaw

Nie jest to nowe ryzyko, jednakże w kontekście wydarzeń z poprzedniego roku nabiera nowego wymiaru. Powszechnie wyznawaną doktryną w zakresie gospodarki magazynowej było dotychczas utrzymywanie jak najniższych stanów, w zamian oferując dostawy „just in time”. Teoretycznie było to sensowne. Transport z każdego krańca świata był dostępny na żądanie, ceny były stosunkowo niskie i podlegały niewielkim wahaniom, a utrzymywane lokalnie minimalne stany towarów umożliwiały ograniczenie kosztów składowania. W pierwszym i drugim kwartale 2020. roku, w wyniku wprowadzenia obostrzeń w portach chińskich, nastąpił de facto paraliż przesyłu z tej „fabryki świata”.  „Górka” zamówień została rozładowana dopiero w trzecim kwartale. Czasowo została zatrzymana produkcja w wielu europejskich fabrykach, w wyniku braku części wytwarzanych w Azji.

Gdy wydawało się, iż sytuacja została opanowana, w czwartym kwartale nastąpił problem innego typu. Ze względu na odblokowanie przepływu towarów na trasie Chiny – USA, zaczęło brakować kontenerów na pozostałych kierunkach, m.in. do Europy. Średnia cena dużego kontenera z Chin do Polski, skoczyła z 1800-2800 USD w ciągu roku, do nawet 12 000 USD w grudniu. Co więcej, nawet gdy klient był gotowy zapłacić taką kwotę, często fizycznie brakowało kontenerów. Jaki to ma wpływ na funkcjonowanie w zasadzie dowolnego biznesu (większość towarów jest jednak importowanych z Chin, pośrednio lub bezpośrednio) nie trzeba dodawać.

Mając na uwadze powyższe, należy zastanowić się nad przewartościowaniem dotychczasowego sposobu myślenia o kosztach magazynowania. Nawet najtańszy dostawca, z drugiego końca świata, dostarczający tanio i sprawnie w „normalnych” warunkach, może okazać się niewydolny przy pojawieniu się problemów, zagrażając funkcjonowaniu lokalnego przedsiębiorstwa. Wskazane jest dokonanie analizy dostawców pod kątem dywersyfikacji. Oczywiście ze względu na koszt część dostaw dalej będzie pochodzić zapewne z Chin, jednakże utrzymywanie stałej współpracy z lokalnym dostawcą może niejednokrotnie uratować ciągłość produkcji. Drugim z rozwiązań może być powrót do wcześniejszych zasad prowadzenia polityki magazynowej, poprzez utrzymywanie większych stanów. W przypadku nawet średnioterminowych problemów logistycznych, lokalna sprzedaż/produkcja będzie mogła być kontynuowana.

Ryzyko PKD

Generalnie właściwszym powinno być „ryzyko stabilności prawa”, jednakże tutaj zwracamy uwagę na konkretny problem. Otóż, wraz z rozpoczęciem działań rządowych w związku z koronawirusem, obserwujemy segregowanie przedsiębiorców pod kątem kodów PKD. Wcześniej nie przykładano do tego specjalnej wagi. We wpisie rejestrowym umieszczano kilka lub kilkanaście kodów, wnikając bardziej w ich definicje jedynie w sytuacjach istotnych podatkowo (np. preferencyjna stawka VAT). Rząd zakazując działalności (abstrahując od tego czy w sposób legalny, czy też nie) oraz udostępniając środki pomocowe, zaczął posługiwać się wspomnianymi kodami PKD. Zaczęło przy tym dochodzić do absurdów, np. zakazano działalności wyciągów narciarskich, jednakże w rozporządzeniu wpisano kody PKD ze zbliżonej, ale nie tożsamej grupy działalności. Narzędzia pomocowe zostały skierowane również do przedsiębiorców posiadających w rejestrach zgłoszone odpowiednie kody PKD, natomiast działalności zbliżone pozostawiono bez środków (np. studio tatuażu, a tatuaże robione przy działalności salonu kosmetycznego lub solarium). Rozwiązaniem wydaje się być powrót do wpisywania hurtowego wszystkich dostępnych działalności, wykreślając kilka dla uniknięcia odmowy ze względu na zakreślenie całego rejestru (np. produkcję pędzli czy też statków kosmicznych). Będzie można wtedy uzasadniać otrzymywanie pomocy lub omijanie obostrzeń, w zależności od potrzeby chwili. Tylko co rządzący chcą w ten sposób osiągnąć? Nie wiadomo.